W tym tygodniu wreszcie zobaczyliśmy na ekranie starcie komiksowych tytanów, czyli „Batman v Superman: Dawn of Justice”. Lata oczekiwania nie zostały wynagrodzone. Chyba mało kto wyszedł z kina zadowolony. Niezależnie od poziomu samego filmu Warner w starciu z Marvelem popełnił strategiczny błąd. Chcąc wyróżnić swoje produkcje na tle kolorowych przygód Avengersów, bohaterów DC osadzono w pseudopoważnym, posępnym świecie. Utrzymany w tym klimacie „Man of Steel” okazał się pretensjonalnym i przegadanym filmidłem, które nieudolnie udawało kino lepszego sortu. „BvS” poszedł krok dalej.

Kino potrzebuje dieselpunku

Producenci z Warnera chyba faktycznie są nieświadomi, że od dawna istnieje znacznie lepszy i fajniejszy sposób na wyróżnienie kinowego DC – dieselpunk. Z tą konwencją odrobinę flirtować będzie nadchodząca „Wonder Woman”, ale wyobraźcie sobie całe uniwersum osadzone w realiach udających pierwszą połowę XX wieku, wzbogaconą o wielkie roboty i technologię rodem z filmu Jamesa Whale’a… W zasadzie nic nie musimy sobie wyobrażać – produkcje ze znaczkiem DC od dziesięcioleci łączą współczesność z przeszłością. Kwintesencjonalny dla tego nurtu „Batman: The Animated Series” powstał zresztą wiele lat zanim komukolwiek przyszło do głowy etykietowanie czegokolwiek dieselpunkiem. To dość oczywiste otoczenie dla bohaterów DC, wielka szkoda więc, że filmowcy nie poszli tą drogą.

Jednym z bardziej interesujących eksperymentów w dieselpunkowej bibliotece DC Comics jest powieść graficzna „First Wave.

Batman, Doc Savage i The Spirit w jednym komiksie

Piszący scenariusz Brian Azarello na potrzeby komiksu zebrał całą brygadę pulpowych bohaterów (są m.in. Doc Savage i The Spirit), do których prawa miało wydawnictwo, a nawet odgrzebał kompletnie zapomnianą postać, jaką jest Rima The Jungle Girl. Na wypadek gdyby jednak okazało się, że nawet tak spektakularnego misz-maszu nikomu nie będzie chciało się czytać, w całą aferę zamieszano dodatkowo Batmana (w tej wersji mściciel z Gotham jest bliższy swojej pierwotnej wersji z 1939 roku i bez skrupułów sięga po broń).

Świat, w którym rozgrywa się akcja to anachroniczne pomieszanie z poplątaniem. Historia rozpoczyna się niedługo po zakończeniu jakiegoś nieokreślonego, globalnego konfliktu. Porządku pilnują pulpowi bohaterowie, podczas strzelanin używa się tommy-gunów, podróżuje sterowcami, a obliczeń dokonują potężne komputery. A, są też dżungle.

Historia to niestety mocny przerost formy nad treścią. Z grubsza chodzi o niecne plany super-łotra, żywcem wydartego ze starszych przygód Jamesa Bonda, które mają związek ze stworzeniem wielkiego tsunami, które zaleje świat. Chyba o to chodziło… Szczerze mówiąc więcej uwagi poświęcałem wysmakowanym kadrom, na których Doc Savage niszczy wielkie roboty. Może nie najlepiej to świadczy o pracy Briana Azarello (skądinąd docenionego scenarzysty), ale historia jest tu tylko pretekstem do pokazania fajnego świata i jeszcze fajniejszych bohaterów.

I właśnie dlatego to jest dobry komiks. Nie wstydzi się tego czym jest. „First Wave” to zapisana w obrazkach autentyczna radość, którą dawały stare powieści przygodowe.

Ocena:

DC First Wave (2012)
Brian Azarello, Rags Morales, Phil Noto

Fanom dieselpunku spodoba się: świat łączący futurystyczną technologię i estetykę lat 40., pulpowi bohaterowie.

W skrócie: Fedory, tommy-guny, dżungle i wielkie roboty.

Zobacz też