Muzyka z lat 30., klimatyczne wnętrze, marszałek Piłsudski spoglądający ze ściany i menu… ubogie jakby jeszcze wczoraj panował wielki kryzys. Oto warszawska restauracja CK Sanacja.

Uprzedzając pytania, literki CK w nazwie oznaczają centrum kultury i nie świadczą o żadnych koneksjach carsko-królewskich. Też mnie to na początku skołowało :). O lokalu słyszałem od dawna i o ile aktywnie śledziłem jego działalność w internecie, co chwila zaznaczając „interested” na Facebooku, to dopiero prelekcja Michała Kitali na temat pierwowzoru Kwinty z niezapomnianego „Vabank” Machulskiego sprawił, że w końcu podniosłem się z krzesła.

 

Restauracja robi świetne wrażenie. Jeżeli chodzi o klimat to nie ma sobie równych. Właściciele postarali się, aby w każdym detalu miejsce przekonywało gości, że cofnęli się do dwudziestolecia międzywojennego. Każdą ścianę zdobią zdjęcia stylizowane na te z epoki (pochodzą zresztą z portfolio dziewczyn z GRH Bluszcz), obok nich umieszczono kilka obrazów Tamary Łempickiej i plakatów z Marszałkiem.

Na stylowym barze możemy zobaczyć pokaźny wybór piwa. Z zaskoczeniem odkryłem tam kilka z nietypowymi etykietami, inspirowanymi klasyką kina, jak „Metropolis” czy „Nosferatu”. Smakoszem piwa nie jestem i nie mam pojęcia czy smak w jakiś sposób nawiązuje do tych filmów, ale jako wzrokowiec zamówiłem kilka kolejek, tylko po to żeby nacieszyć oczy.

Wielkie brawa należą się za dobór muzyki. Z głośników nieprzerwanie sączą się hity sprzed kilkudziesięciu lat, co, wbrew pozorom, nie jest takie oczywiste. Jestem w stanie wymienić kilka lokali, które wizualnie powodowały opad szczęki, ale błyskawicznie zarzynały atmosferę beznadziejną muzyką. Sztandarowym przykładem tej niechlubnej tendencji jest niestety Steampunk Prague, gdzie mosiężne rury mieszają się z kakofonią z czeskiego odpowiednika Eski.

Przy okazji warto zwrócić uwagę na skromny stojak na prasę w kącie. W środku znajdziemy reprinty polskiej prasy z lat 30. Obok „Ilustrowanego Kuryera Codziennego”, na czytelników czeka groszowy „Tajny Detektyw” i „Kino”.

Niestety, jeżeli do Sanacji ściągnęła was nie atmosfera (są tu tacy?), a perspektywa sytej kolacji, to uczciwie muszę wystawić ogromny minus. Menu jest nieprawdopodobnie skromne (chociaż podobno potrawy robione są według przepisów z epoki), dodatkowo, jeżeli jesteście alergikami na ścisłej diecie, z lokalu możecie wyjść głodni. Moja narzeczona, po wykreśleniu z jadłospisu glutenu i mięsa, wybierać mogła między sałatką, cydrem i winem.

Centrum Kultury
ul. Zgoda 4, Warszawa
Strona WWW

Zobacz też