Mówisz o czeskim steampunku, myślisz o Karelu Zemanie. Wydawałoby się, że genialny filmowiec był jednorazowym objawieniem, ale okazuje się, że nasi południowi sąsiedzi w temacie parowej fantastyki mieli do powiedzenia znacznie więcej. Dowodem na to jest odrobinę zapomniana komedia „Adela jeszcze nie jadła kolacji”.

Film zawdzięczamy reżyserowi Oldrichowi Lipskiemu, który kilka lat później powrócił w steampunkowe rejony, kręcąc „Tajemnicę zamku w Karpatach”, oraz scenarzyście Jiří Brdečce, który pracował z Zemanem przy „Diabelskim wynalazku”. Taki zespół to w zasadzie gwarancja inteligentnej żonglerki dziewiętnastowiecznymi motywami.

Czechosłowacka komedia to w gruncie rzeczy jedna wielka drwina z tanich powieści kryminalnych. Wszystko zaczyna się od Nicka Cartera – postaci z groszowych pisemek z przełomu wieku, o której dziś bez filmu Lipskiego pewnie mało kto by pamiętał. Dodajcie do tego krwiożerczą roślinę z „Sklepiku z horrorami”, masę retrofuturystycznych gadżetów (od prozaicznego sprzętu śledczego, po wystrzałowy kombinezon lotniczy)  i absurdalne poczucie humoru z Pragi, a będziecie mieć mgliste pojęcie co to za film.

Z początku „Adela…” może sprawiać wrażenie dość przyziemnej parodii detektywistycznych przygód. Lipski do swojego absurdalnego świata wprowadza nas stopniowo. Pierwsze minuty filmu nie zwiastują jeszcze festiwalu anachronicznego szaleństwa, który czeka nas w drugiej połowie filmu.

Po stosunkowo banalnej rozgrzewce, reżyser z niemal dadaistyczną radością zaczyna  atakować coraz bardziej szalonymi pomysłami i wynalazkami, których niedorzeczność dodatkowo podkreśla niezmiennie kamienna mina głównego bohatera.

Czechów i Słowaków film zachwycił na tyle, że próbowali tą ekscytacją zarazić komisję oskarową. Bez powodzenia. Obraz Lipskiego doceniła za to kapituła Saturna, jednej z najważniejszych amerykańskich nagród dla twórczości fantastycznej.

„Adela jeszcze nie jadła kolacji” to wyjątkowy żart z pulpowych schematów, który dodatkowo cieszy oko rewelacyjnymi projektami steampunkowych gadżetów. Szczególnie spodoba się miłośnikom kultury naszych południowych sąsiadów, którzy będą w stanie wyłapać bardziej hermetyczne żarty.

Podobnie jak „Sklepik z horrorami”, „Adela…” trafiła na deski teatru jako musical. Jego premiera odbyła się w 2008 roku w Pradze. W 2015 roku film powrócił do kin w odrestaurowanej wersji. Przez jakiś czas można było go kupić w Polsce na DVD, obecnie jednak nakład jest wyczerpany. Od czasu do czasu można na niego trafić na TVP.

Ocena:

Adela jeszcze nie jadła kolacji (1977)
Adéla ještě nevečeřela

Reż.  Oldřich Lipski

W skrócie: XIX wiek nigdy nie opuścił Pragi.

Zobacz też